Po wczorajszej absencji rowerowej spowodowanej pilnym wezwaniem do pracy dzisiaj udałem się na wspaniałą laytową wycieczkę organizowaną przez Krzyśka w której miało być dużo jazdy terenowej i mało asfaltu (i tak było). Fakt nie przejechałem całego odcinka wspomnianej trasy, która zaczyna się w Stobnie (niem. Stöven), ale większość trasy mam zaliczoną (bynajmniej całą po stronie niemieckiej). Trasa jest bardzo ciekawa, malownicza i zasługuje na to, by małym nakładem finansowym ją oczyścić z powalonych drzew (szczególnie odcinek za pałacem w Stolcu) ustawić znaki informacyjne i mamy wspaniałą krajoznawczą ścieżkę rowerową.
Przykładowy rozkład jazdy pomiędzy Stobnem a Nowym Warpnem
Ocalały most kolejowy niedaleko Dobrej
Ruiny gorzelni w Dobrej, która korzystała z bliskości wspomnianej linii kolejowej
Ocalały dworzec kolejowy w Dobrej (dziś totalna ruina)
Po drodze mijamy mini muzeum sztuki wojennej w Rzędzinach
Taki "Domek Papy Smerfa" minęliśmy pomiędzy Stolcem a Glashutte
Dworzec kolejowy w Glashutte
Dworzec kolejowy w Hintersee
Dzisiaj wyjątkowo mało zdjęć ponieważ padł mi dokumentnie mój aparat, a z komórki jak to z komórki boję się, że mi moja Strava padnie i nie zapisze śladu, no cóż trzeba pomyśleć o nowym "pstrykaczu".
Nie chciało mi się dzisiaj jechać, ale rower tak bardzo się domagał kąpieli po wczorajszym hardcorze, że nie miałem sumienia mu odmówić, poza tym musiałem zajechać do sklepu rowerowego kupić nowe klocki hamulcowe z nowymi sprężynkami.
Miało być "sporo atrakcji i zwiedzania, dużo terenu mało asfaltu" i przyznam się, że atrakcji, zwiedzania i TERENU było co niemiara. Trasę, którą zaproponował Tomek wraz z kolegami Piotrkiem i Dominikiem jest naprawdę super, ale miejscami bardziej do łażenia z kijami a nie rowerem (zbyt dużo bardzo stromych podjazdów i hardcorowych zjazdów), może trochę przesadzam, ale to chyba z racji posiadanego wieku (odwagi u mnie coraz mniej). Moja trasa rozpoczęła się od wyjazdu z domu na Głębokie na którym czekał Paweł, który załadował nasze konie na dach samochodu (poza mną jechał jeszcze Hubert i Radek). Do Chojny dojechaliśmy przed czasem wielkiej zbiórki, na której pojawiła się reszta ekipy w ilości 15 rowerów. Chojna przywitała nas chłodnym powietrzem i małym kapuśniakiem z nieba, który co jakiś czas towarzyszył nam podczas wycieczki. Nie będę się rozpisywał nad szczegółami całej wycieczki, ale będę proponował wspomniane okolice każdemu...tam trzeba pojechać i zobaczyć na własne oczy piękno Cedyńskiego Parku Krajobrazowego.
Zdjęcie Piotrka Fishera Rosińskiego...tak też bywało ;)
Pierwszy porządny podjazd pod górkę na której znajduje się dostrzegalnia, która akurat była zamknięta.
Przeprawa przez rzeczkę Świergotkę (było z tym trochę śmiechu i zabawy)
Zdjęcie wykonała Małgosia "Mirek z kolegą naprawia swój rower"
W tym dniu prześladował mnie mały pech, już na samym początku wycieczki wygięła mi się sprężynka w klockach tylnego hamulca i tarabaniła niemiłosiernie o tarczę. Na moje szczęście kolega z (przepraszam nie pamiętam imienia) niedawno miał podobną sytuację i przełożyliśmy klocki z przodu na tył, a z na przód poszły tylne bez sprężynki (trochę tarabaniły na bruku, ale dało się jechać). Najważniejsze, że tylne hamulce były sprawne, bo miejscami były naprawdę bardzo ostre zjazdy. Żeby było ciekawiej zepsuł mi się już dokumentnie mój stary Canon, a na końcu wycieczki rozładował mi się telefon, stąd mapka nie jest kompletna.
Aby nie było za lekko, organizatorzy urządzili również wspinaczkę (zdjęcie Małgosi).
A to cel naszej wspinaczki Głaz Roberta Keudlla
Dalsza część wycieczki prowadziła do pięknych punktów widokowych
Gdy w pewnym momencie rozpadało się na dobrze w te pędy udaliśmy się do małej knajpki w Zatoni Dolnej "Wiejski Kocur". Tam czekał na nas ciepły posiłek, który wcześniej zamówił dla nas Tomek z Wandą (naleśniki były przepyszne).
Dalsza trasa wiodła górzystymi ścieżkami "Doliny Miłości", w której miałem być przyjemność po raz pierwszy.
Umęczeni jak diabli, ale szczęśliwi w pokonaniu na rowerach takich przewyższeń :))))
Nie chce się wstawać, ale czas nagli.
Na wysokości miejscowości Grabowo padła mi jeszcze komórka i dlatego ślad jest nie kompletny. Na koniec tej opowieści muszę schylić się nisko i pokłonić naszym panią Małgosi "Rowerzystce", Hani "Pejo" i Wandzie, które dzielnie kręciły przez te "górki i dolinki"....jestem pewien, że niejeden młodzieniaszek by się poddał, a nasze panie walczyły zwycięsko do samego końca WIELKIE BRAWA DLA NICH.
Dzisiaj następna wycieczka zorganizowana przez "Bike Nature Pomorze Zachodnie" z rewizytą na prawobrzeżu do słynnej już w naszym regionie Puszczy Bukowej. Frekwencja znowu dopisała i było nas ponad setka rowerzystów. Muszę przyznać, że teren bardzo urozmaicony...było trochę górek ;), ale najlepsze były z nich zjazdy. Dla mnie "Bukowa" najpiękniejsza jest w końcu maja kiedy na drzewach są już liście, ale ogólnie impreza była naprawdę "wporzo".